M/S Krynica - jeden z najpiękniejszych polskich statków.
Historia nadania szkole imienia wiążą się również kontakty ze statkiem MS "Krynica". Przedstawiciele załogi gościli wielokrotnie w naszej szkole, a uczniowie, pod opieką nauczycieli, składali rewizity na statku Przywilej utrzymywania kontaktów z załogą przypadł klasie morskiej, takie miano bowiem zdobywala klasa uzyskująca najwyższe wyniki w nauce.
Ponad czterdzieści lat temu Biblioteka Miejska w Krynicy związała się ze statkiem "Krynica", którego portem macierzystym był Szczecin. Motorowiec, 6-tysięcznik Polskich Linii Oceanicznych, zasłynął tym, że przewiózł
 |
Dylegacja ze szkoły na czele z dyr. A. Kociubińskim z wizytą na statku MS "Krynica". |
z Kanady do kraju odzyskane po II wojnie światowej, wawelskie arrasy. Biblioteka miała na statku swoją filię. Ówczesna kierownik biblioteki, Helena Zawadowska, żona znanego pod Górą Parkową doktora i społecznika, ofiarowała marynarzom 50 książek, które wymieniano po każdym rejsie na linii północno- amerykańskiej.
Matką chrzestną była Helena Zawadowska, której przypadł w udziale zaszczyt i obowiązek rozbicia tradycyjnej butelki szampana i wypowiedzenia sakramentalnej formułki: "Płyń dumnie po morzach i oceanach świata, pod ojczystą banderą. W imieniu swojego miasta chrzczę cię nazwą KRYNICA".
Niestety przyjażń ta zakończyła się w chwili kiedy statek sprzedano obcemu, afrykańskiemu armatorowi (połowa lat 70-tych). Pozostały tylko pamiątki z egzotycznych podróży morskich ofiarowane szkole przez marynarzy.
Wolontariat w naszej szkole.
Orestes ma 20 miesięcy. Od roku spotyka się z 20 wolontariuszkami z LO w Krynicy. ,,Walczą" one o normalne życie dla tego ślicznego, pełnego energii małego chłopca, który urodził się z uszkodzeniem mózgu. Mięśnie Orestesa są wiotkie. Zdrowy człowiek nie wyobraża sobie jak trudne jest trzymanie głowy w pionie, przełykanie śliny, podniesienie ręki, manipulacja dłonią. Wszędzie tam gdzie są mięśnie ciało Orestesa domaga się ogromnej pracy i wielu, wielu godzin zajęć rehabilitacyjnych. Ćwiczą więc wolontariuszki każdy skrawek małego ciałka Orestesa. Spędzaja z nim 3 godziny dziennie chcąc odkryć świat ruchu, chcą dać mu możliwość samodzielnego kroczenia przez życie. Wiedzą już co to są metody: neurorozwojowe, Faya, Domanna, Vojty, Rood'a. Nieobca im jest terapia logopedyczna czy też lipoterapia. Kiedy pierwszy raz zobaczyły Orestesa, ten nie potrafil podnieść główki na ich widok, czy wyciągnąc rączek z prośbą przytulenia. Jego mięśnie odmawiały pracy. Dziś zaczepia je donośnymi okrzykami, ciągnie je za rękaw domagając się codziennej porcji pieszczot i zainteresowania. Orestes wtedy nie trzymał główki, teraz siedzi, wtedy nie zatrzymywał wzroku na nikim z otoczenia, tearz wskazuje rączką każdą z wymienionych z imienia wolontariuszek. A najbardziej nieprawdopodobne jest to iż nasz benjaminek ,,czyta" 100 poznanych wczesniej słów. Nie wierzycie?! A jednak. Czeka nas jeszcze mnóstwo pracy, ale wciąż mamy nadzieję że cel zostanie osiągnięty. Każda z wolontariuszek marzy tylko o tym, że za kilkanaście miesięcy czy lat, kiedy będzie szła ulicą na własnych nóżkach podbiegnie do niej mały chłopiec i powie:
,,To dzięki tobie biegam, to dzięki tobie czuję, to dzięki tobie mówię,
to ty dałaś mi ten świat."